Wczoraj, koło godziny 19.00, lotnictwo Samundy przekroczyło granicę strefy wyłączonej, którą wyznaczyły surmeńskie siły chroniące wysp Simitu, rozpoczynając konflikt. Cztery wrogie bombowce uniknęło wczesnego wykrycia dzięki pokryciom pochłaniającym fale radarowe. Zostały one wykryte dopiero po wejściu w przestrzeń powietrzną wyspy. Wystrzelone pociski strąciły jeden i uszkodziły drugi bombowiec, jednak dwa pozostałe zdołały zrzucić swoje bomby.
Z trzech spadajacych pocisków, dwa zostały wyeliminowane przez system Hoplon II – jak wynika z prasy samundyjskiej, niosły one broń chemiczną – gaz bojowy, który został zniszczony wraz z bombami. Trzeci, będący bombą typu EMP, eksplodował w pobliżu centrum dowodzenia w stolicy Simitu, zakłócając pracę systemów elektronicznych i trwale uszkadzając co gorzej przygotowane urządzenia (nie oparte m.in. na lampach elektronowych). Wbrew oczekiwaniom Samundy, wyeliminowanie centrum dowodzenia nie było aż tak pełne, ani aż tak znaczące, jak można by oczekiwać – baza zachowała kontakt z resztą punktów dowodzenia oraz statkami. System Hoplon II, zorganizowany w sposób zdecentralizowany i będący de facto siecią mniejszych systemów, które mogą działać samodzielnie, skutecznie wykrył i skoncentrował ogień przeciwlotniczy na nadlatujących samolotach typu Tupolej.
Do walki powietrznej poderwały się również samoloty – z lotnisk na wyspie, a także z lotniskowców. Kontakt bojowy nawiązano ok. godziny 19:23 – wtedy wystrzelono pierwsze pociski przeciwlotnicze z okrętów. Kilka minut później kontakt nawiązały samoloty. Wymiana pocisków zakończyła się sukcesem obrońców – strącono 6 z 12 samolotów Samundy, kilka pozostałych uszkodzono. Surmeńczycy stracili jeden samolot (pilot zdołał się katapultować) trzy zostały uszkodzone – mimo awaryjnych lądowań na lotniskowcach oraz pożaru na pokładzie jednego z nich udało się je uratować.
Walka toczyła się również na morzu. Sonary wykryły jeden z wrogich okrętów podwodnych już po tym, jak odpalił dwie torpedy w kierunku jednego z naszych lotniskowców. Przeciwpociski zlikwidowały jedną z nich, druga eksplodowała w pobliżu kadłuba, wgniatając go i powodując niewielkie nieszczelności. Mimo zalania jednego przedziału wodoszczelnego, lotniskowiec jest nadal w pełnej gotowości bojowej. Okręt podwodny przeciwnika, pomimo starań nie zdołał uniknąć namierzenia ze strony niszczycieli – wystrzelone przez nie torpedy dotarły do celu, wypływające na powierzchnię plamy ropy potwierdziły trafienie i zniszczenie wrogiego okrętu.
Jednocześnie helikoptery przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych zrzuciły kilka pocisków głębinowych na drugi wykryty w pewnym oddaleniu od grupy marynarki okręt – najprawdopodobniej został on uszkodzony bądź po prostu odstraszony. W tym samym czasie trwały już działania kontrataku – surmeńskie okręty wystrzeliły w kierunku wrogiej grupy okrętów kilkanaście pocisków rakietowych typu woda-woda. Zanotowano co najmniej kilka bezpośrednich trafień.
W obliczu porażki w powietrzu i na wodzie, zaskoczeniem była próba przemieszczenia przez przeciwnika okrętów w kierunku wyspy, w celu dokonania desantu. Przestarzałe pancerniki wraz z okrętami desantowymi stanowiły łatwy potencjalny łup – czy to dla surmeńskich łodzi podwodnych, czy lotnictwa i broni rakietowej. Ostatecznie zdecydowano się podpuścić siły przeciwnika do rozdzielenia – działania okrętów podwodnych w pewnej odległości skłoniło Samundyjczyków do otoczenia swojego lotniskowca korwetami i wycofania niszczycieli. Wystrzelone z lądowej wyrzutni pociski rakietowe poważnie uszkodziły wrogie pancerniki zanim wyspa znalazła się w zasięgu ich dział. Po nadanym przez radio wezwaniu do zawrócenia, wrogie okręty desantowe zrezygnowały z dalszego posuwania się w kierunku wyspy i wycofały się poza wyznaczoną strefę.
Na tym, około godziny 21, zakończyło się pierwsze starcie o Simitu. Siły, a przede wszystkim dowództwo Samundy wykazały się całkowitym brakiem rozwagi i doświadczenia – a nawet pojęcia o współczesnym polu bitwy. Jak się okazało, nieliczne nowoczesne technologie, które Samunda uzyskała kosztem wyzysku i biedy na terenie własnego państwa, były niewystarczające w obliczu zdeterminowania i świetnego przygotowania obrony surmeńskiej. Zgodnie ze swoją doktryną Surmeńskie Siły Obronne nie dokonały ataku odwetowego, choć przewaga jest po ich stronie. Zdecydowano się także na powstrzymaniu się od zniszczenia wrogich jednostek desantowych – co oznaczało by śmierć wielu samundyjskich żołnierzy.
Samunda z kolei, także zgodnie ze swoją doktryną, porażki w walkach przekuła w prasie na zwycięstwa, publikując szytą grubymi nićmi propagandę o niemalże magicznych “generatorach EMP”, precyzyjnym ogniu artyleryjskim z odległości 200 km oraz rozpylającym się ze zniszczonych bomb gazie bojowym, żeby nie wspomnieć o “bezproblemowym lądowaniu”, które odbyło się bez przeszkód, bo ”większość jednostek była zajęta walkami”… Smutne jest to, że wśród utrzymywanych przez władze w stanie zacofania Samundyjczyków znajdą się jednostki, które uwierzą nawet w tak nieudolną propagandę.