Ministerstwo Obrony Narodowej Królestwa Skarlandu odtajniło raport, wg. którego Skarland w połowie zeszłego roku pozbył się posiadanej broni masowego rażenia – obejmującej broń jądrową i gazy bojowe. Wojskowa Agencja Prasowa pisałą o skarlandzkim arsenale we wrześniu 2009 roku.

Niestety neutralizacja zgromadzonego arsenaułu odbyła się całkowicie nieprofesjonalnie. W przypadku broni jądrowej trudno mówić nawet o rozbrojeniu – zgodnie z raportem, wszystkie 16 ładunków jądrowych zostało zdetonowane pod ziemią, czego efektem było skażenie radioaktywnie rejonu detonacji. Gazy bojowe, które rzekomo miały zostać zneutralizowane, zostały rozpylone – jak się okazało, neutralizacja nie była skuteczna, a środowisko zostało skażone  ich szkodliwymi składnikami, w związku z czym zdecydowano się na wątpliwej skuteczności rozpylenie środków neutralizujących w rejonie skażonym. Warto zauważyć, że wszystkie te działania były dokonywane na terenie Rohanu, którego Skarland następnie (we wrześniu ubiegłego roku) się wyrzekł – efekty “pozbycia się arsenału” rzucają na to zrzeczenie się nowe światło.

Po zwołanym w tej sprawie zebraniu Sztabu Generalnego, Surmeńskie Siły Obronne zdecydowały się wysłać na terytorium Rohanu (obecnie ziemie niczyje) komisję ekspercką, której zadaniem będzie ocenienie zagrożenia i zniszczeń, jakich dokonało skażenie tego terytorium. Jednocześnie Sztab Generalny zaapelował do państw, które dysponują bronią masowego rażenia o jej wyrzeknięcie się jej, ale poprzez odpowiedzialną neutralizację i zaoferował pomoc w realizacji tego typu działań.

Obok Shimontsen, dawnej stolicy morwańskiego Baliwatu Razuryjskiego, a obecnie miasteczka w Królestwie Hasselandu, swoją aktywną działalność rozpoczęła baza wojskowa Surmeńskich Sił Obronnych. Powstała na podstawie umowy, w której Surmenia przekazała cały archipelag razuryjski Hasselandowi jako nową siedzibę narodową – jeden z artykułów zastrzegał jednoczesną dzierżawę terenu pod bazę wojskową.

Baza została zaprojektowana jako wszechstronne centrum obronne, położone strategicznie na północ od Surmenii. Obecnie obejmuje lotnisko wojskowe, port wojenny a także bazę tysiąca żołnierzy. Co istotne, jest to póki co jedyna obsadzona instalacja obronna na terenie całych wysp.

Warto podkreślić, że jest to istotny punkt dla realizacji surmeńskiej strategii obronnej, zakładającej powstrzymanie przeciwnika na wodzie i w powietrzu daleko od granic państwa. Baza ta zaopatruje lotnictwo i marynarkę patrolujące wody międzynarodowe na północ i północny wschód od Istokii. Jest to rejon uważany za szczególnie zagrożony ze względu na bliskość wielokrotnie agresywnej Samundy.

Baza nie powstała “z niebytu” – większość instalacji i budynków odziedziczyła po dawnej bazie wojsk tuoleleńskich, a następnie morwańskich. To właśnie było główną przyczyną tego, a nie innego umieszczenia bazy (choć rozważano również opcję wydzierżawienia całości jednej z pomniejszych wysp archipelagu).

Koszary wzniesione w 1982 r. dla garnizonu Tuoleleńskiego, odrestaurowane w 2011 r.

Uruchomienie bazy również nie było natychmiastowe – Surmeńskie Siły Obronne doprowadzały ją do porządku już od lipca 2011 r. – liczne budynki zostały wyremontowane, powstały także pierwsze własne konstrukcje. Nadal pozostaje wiele do zrobienia – cztery budynki koszarowe a także liczne magazyny i nadbrzeża wymagają remontu. Również nawierzchnia lotniska, mimo dokonanych napraw, będzie wymagała w niedługim czasie całkowitej wymiany.

W planach są jednak nie tylko remonty, ale i dalsza rozbudowa i inwestycje. Głównym brakiem bazy jest nowoczesny radar dalekiego zasięgu, który służyłby jako główny radar obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Póki co, baza korzysta z radaru lotniska, a także z radarów okrętów zawijających do portu. Drugą palącą kwestią jest budowa trzeciego, większego suchego doku, który pozwoliłby na naprawy i konserwacje większych jednostek (najdłuższy z obecnych doków ma 180 metrów, co pozwala obsługiwać jedynie najkrótsze niszczyciele). Planowany dok miałby co najmniej 350 m, co pozwoliłoby na remontowanie również krążowników rakietowych.

Zainteresowanych szerszą wiedzą na temat ‘Bazy Sim’, jak potocznie skracają ją żołnierze, zapraszamy do lektury rozbudowanego i bogato ilustrowanego artykułu w Encyklopedii Surmeńskiej.

Swego czasu Wojskowa Agencja Prasowa SSO opublikowała kilka krytycznych artykułów dot. szafowania bronią masowego rażenia przez różne mikronacje, mówiąc oględnie, dość niskich lotów. Później do tej serii dołączyły podobne artykuły o rzekomej nuklearnej broni użytej ponoć przez Kiprię. Kilkakrotnie publikowaliśmy materiały nt. szczególnie niebezpiecznych i niehumanitarnych broniach Samundy. Jak się okazuje – nadal musimy wracać do tego kontrowersyjnego tematu.

Pytanie “po co nanonacjom broń jądrowa” miało wiele odpowiedzi. Żadna jednak chyba nie zbliżała się do uzasadnienia jakie mogliśmy ostatnio przeczytać w “Gazecie Robotniczej”, czyli organie Siedmiogrodzkiej partii ludowej – wg. której przyczyną rozpoczęcia programu jądrowego jest… kryzys aktywności. Broń nuklearna ma zapewnić, że Siedmiogrodu nikt nie zaatakuje pod nieobecność jego obywateli. Cóż, poniekąd rozumowanie słuszne – choć podejrzewam, że liczba “chętnych”, którzy mogli by się połaszczyć Siedmiogród raczej nie uzasadnia wyciągania aż arsenału jądrowego. Być może jednak nie doceniamy tu ambicji i apetytów tamejszych pelnanderonacji…

Jedyną dobrą stroną tej sytuacji jest to, że rzeczona broń jądrowa – wyjątkowo, jak na takie państwo – nie została utworzona decyzją o jej powołaniu, a jedynie “rozpoczęto program” i nakazano “skonstruowanie planów”. Z niepokojem czekamy na  rezultaty. Ciekawi także informacja, że broni nie należy się obawiać, bo będzie “poza aglomeracją miejską”. Cóż, nas to nie uspokoiło…

Konflikt o wyspy nie trwał długo. Wkrótce po pierwszym starciu (wg. reżimowej propagandy – udanym i zakończonym desantem), siły Samundy poprosiły o zawieszenie broni, a następnie, pod jego osłoną, wycofały się z podkulonymi ogonami. Po raz kolejny mocarstwowe aspiracje Samundy zostały poskromione.

Jeden z surmeńskich szpitali polowych

Na samym Simitu sytuacja była przez cały czas spokojna. Poza pierwszym atakiem bombowców, nad wyspą ani w jej bezpośredniej okolicy nie toczyły się żadne walki. Szpitale polowe, z braku własnych rannych, stale obsługują mieszkańców – a żołnierze, w szczególności siły inżynieryjne, tak jak w ojczyźnie przedzierzgnęli się w budowniczych. Reaktywowane i wstępnie odremontowane lotnisko przyjmuje już loty cywilne, a prace przeniosły się na najważniejsze szlaki komunikacyjne wysp.

- W ostatnich dniach wielokrotnie zadawano, publicznie i prywatnie, jedno pytanie – czy operacja Surmeńskich Sił Obronnych to wstęp do aneksji tych ziem, szczególnie w obliczu inwestycji tu poczynionych? Odpowiedź na nie jest zawsze ta sama – do aneksji nie dojdzie, bo wprost zaprzecza temu ustawa, na podstawie której operacja jest prowadzona - rozwiał wątpliwości w trakcie konferencji prasowej rzecznik SSO – Miała ona na celu obronę wysp przed wrogą inwazją – a po jego wypełnieniu, surmeńska obecność zbrojna na archipelagu będzie stopniowo redukowana.

OOM Stefan Nemanj, lekki lotniskowiec, podczas patrolu na północ od Simitu

Te ostatnie słowa zostały już częściowo wcielone w życie. Z wysp odleciała już część stacjonujących tu bombowców morskich oraz myśliwców. Do redukcji sił przygotowuje się też Obrona Lądowa. Po pierwszej, najbardziej niebezpiecznej fazie konfliktu, większość odpowiedzialności bierze na siebie Obrona Morska, której okręty (w szczególności podwodne) i lotnictwo stale patrolują rejon na północ od archipelagu. W tej operacji biorą udział lekkie lotniskowce oraz osłaniające je niszczyciele, przeznaczone do zwalczania lotnictwa i łodzi podwodnych. W pobliżu samej wyspy krążą korwety rakietowe – a najdalej wypuszczają się nasze własne okręty podwodne.

Niejako już po zakończeniu konfliktu do działania przyłączyła się Organizacja Polskich Mikronacji – która w dzisiaj uchwalonej rezolucji potępiła Samundę (a pośrednio także “autonomiczną osadę wikingów”) za ponowne działania agresywne – i post factum dodatkowo umocowała działania Surmenii,

Wczoraj, koło godziny 19.00, lotnictwo Samundy przekroczyło granicę strefy wyłączonej, którą wyznaczyły surmeńskie siły chroniące wysp Simitu, rozpoczynając konflikt. Cztery wrogie bombowce uniknęło wczesnego wykrycia dzięki pokryciom pochłaniającym fale radarowe. Zostały one wykryte dopiero po wejściu w przestrzeń powietrzną wyspy.  Wystrzelone pociski strąciły jeden i uszkodziły drugi bombowiec, jednak dwa pozostałe zdołały zrzucić swoje bomby.

Z trzech spadajacych pocisków, dwa zostały wyeliminowane przez system Hoplon II – jak wynika z prasy samundyjskiej, niosły one broń chemiczną – gaz bojowy, który został zniszczony wraz z bombami. Trzeci, będący bombą typu EMP, eksplodował w pobliżu centrum dowodzenia w stolicy Simitu, zakłócając pracę systemów elektronicznych i trwale uszkadzając co gorzej przygotowane urządzenia (nie oparte m.in. na lampach elektronowych). Wbrew oczekiwaniom Samundy, wyeliminowanie centrum dowodzenia nie było aż tak pełne, ani aż tak znaczące, jak można by oczekiwać – baza zachowała kontakt z resztą punktów dowodzenia oraz statkami. System Hoplon II, zorganizowany w sposób zdecentralizowany i będący de facto siecią mniejszych systemów, które mogą działać samodzielnie, skutecznie wykrył i skoncentrował ogień przeciwlotniczy na nadlatujących samolotach typu Tupolej.

Do walki powietrznej poderwały się również samoloty – z lotnisk na wyspie, a także z lotniskowców. Kontakt bojowy nawiązano ok. godziny 19:23 – wtedy wystrzelono pierwsze pociski przeciwlotnicze z okrętów. Kilka minut później kontakt nawiązały samoloty. Wymiana pocisków zakończyła się sukcesem obrońców – strącono 6 z 12 samolotów Samundy, kilka pozostałych uszkodzono. Surmeńczycy stracili jeden samolot (pilot zdołał się katapultować) trzy zostały uszkodzone – mimo awaryjnych lądowań na lotniskowcach oraz pożaru na pokładzie jednego z nich udało się je uratować.

Walka toczyła się również na morzu. Sonary wykryły jeden z wrogich okrętów podwodnych już po tym, jak odpalił dwie torpedy w kierunku jednego z naszych lotniskowców. Przeciwpociski zlikwidowały jedną z nich, druga eksplodowała w pobliżu kadłuba, wgniatając go i powodując niewielkie nieszczelności. Mimo zalania jednego przedziału wodoszczelnego, lotniskowiec jest nadal w pełnej gotowości bojowej. Okręt podwodny przeciwnika, pomimo starań nie zdołał uniknąć namierzenia ze strony niszczycieli – wystrzelone przez nie torpedy dotarły do celu, wypływające na powierzchnię plamy ropy potwierdziły trafienie i zniszczenie wrogiego okrętu.

Jednocześnie helikoptery przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych zrzuciły kilka pocisków głębinowych na drugi wykryty w pewnym oddaleniu od grupy marynarki okręt – najprawdopodobniej został on uszkodzony bądź po prostu odstraszony. W tym samym czasie trwały już działania kontrataku – surmeńskie okręty wystrzeliły w kierunku wrogiej grupy okrętów kilkanaście pocisków rakietowych typu woda-woda. Zanotowano co najmniej kilka bezpośrednich trafień.

W obliczu porażki w powietrzu i na wodzie, zaskoczeniem była próba przemieszczenia przez przeciwnika okrętów w kierunku wyspy, w celu dokonania desantu. Przestarzałe pancerniki wraz z okrętami desantowymi stanowiły łatwy potencjalny łup – czy to dla surmeńskich łodzi podwodnych, czy lotnictwa i broni rakietowej. Ostatecznie zdecydowano się podpuścić siły przeciwnika do rozdzielenia – działania okrętów podwodnych w pewnej odległości skłoniło Samundyjczyków do otoczenia swojego lotniskowca korwetami i wycofania niszczycieli. Wystrzelone z lądowej wyrzutni pociski rakietowe poważnie uszkodziły wrogie pancerniki zanim wyspa znalazła się w zasięgu ich dział. Po nadanym przez radio wezwaniu do zawrócenia, wrogie okręty desantowe zrezygnowały z dalszego posuwania się w kierunku wyspy i wycofały się poza wyznaczoną strefę.

Na tym, około godziny 21, zakończyło się pierwsze starcie o Simitu. Siły, a przede wszystkim dowództwo Samundy wykazały się całkowitym brakiem rozwagi i doświadczenia – a nawet pojęcia o współczesnym polu bitwy. Jak się okazało, nieliczne nowoczesne technologie, które Samunda uzyskała kosztem wyzysku i biedy na terenie własnego państwa, były niewystarczające w obliczu zdeterminowania i świetnego przygotowania obrony surmeńskiej. Zgodnie ze swoją doktryną Surmeńskie Siły Obronne nie dokonały ataku odwetowego, choć przewaga jest po ich stronie. Zdecydowano się także na powstrzymaniu się od zniszczenia wrogich jednostek desantowych – co oznaczało by śmierć wielu samundyjskich żołnierzy.

Samunda z kolei, także zgodnie ze swoją doktryną, porażki w walkach przekuła w prasie na zwycięstwa, publikując szytą grubymi nićmi propagandę o niemalże magicznych “generatorach EMP”, precyzyjnym ogniu artyleryjskim z odległości 200 km oraz rozpylającym się ze zniszczonych bomb gazie bojowym, żeby nie wspomnieć o “bezproblemowym lądowaniu”, które odbyło się bez przeszkód, bo ”większość jednostek była zajęta walkami”… Smutne jest to, że wśród utrzymywanych przez władze w stanie zacofania Samundyjczyków znajdą się jednostki, które uwierzą nawet w tak nieudolną propagandę.

Minęło już 6 dni od momentu, kiedy Surmeńskie Siły Obronne objęły ochroną wyspy Simitu. Wszystkie oddziały, które zostały wyznaczone do stacjonowania na wyspach są już rozlokowane w wyznaczonych im rejonach. Na wyspę wciąż  - głównie drogą powietrzną – napływa zaopatrzenie, broń a także różne elementy systemów obronnych.

1/3 przerzucanych towarów stanowi obecnie zaopatrzenie dla cywilów – zarówno lokalnych mieszkańców, jak i przybyłych na wyspę cywilnych pracowników surmeńskich, zatrudnionych przez SSO do remontów i budowy infrastruktury wyspy. Przywrócono już do działania lotnisko w centralnym mieście Simitu, to które dawniej obsługiwało liczne loty przywódców UKW, a po upadku Unii zostało porzucone. Wczoraj, po pośpiesznym porządkowaniu (na szczęście, ponieważ od porzucenia nie upłynęło wiele czasu, lotnisko wymagało jedynie wymiany części zdewastowanych bądź skradzionych urządzeń) wylądowały na nim samoloty cywilne – które wcześniej nie mogły lądować na polowych lotniskach zorganizowanych przez wojsko.

Sztab operacji został rozlokowany w dawnej siedzibie UKW. Stamtąd polecenia płyną do lokalnych punktów dowodzenia, które zostały rozmieszczone w różnych częściach wysp. Siły zostały rozlokowane głównie na wybrzeżach, a także w rejonach najważniejszych węzłów komunikacyjnych, tak, aby w razie gdyby atak Samundy doszedł do skutku, reakcja mogła być szybka i stanowcza.

Zgodnie z przekazanymi nam informacjami, działania Samundy są jak dotąd opieszałe i zdystansowane. Przeciwników najprawdopodobniej odstraszyła stanowcza postawa dowództwa operacji, które w informacji przekazanej stronie agresorów wyznaczyło 200 km strefę, której naruszenie będzie traktowało jako rozpoczęcie konfliktu zbrojnego. Jak dotąd Samunda nie zdecydowała się na przekroczenie jej granic, choć kilka jednostek morskich zbliżyło się do niej, najprawdopodobniej w ramach daremnej fanfaronady.

Władze Samundy, w obliczu ewentualnego starcia z przeważającym przeciwnikiem, postanowiły zmienić taktykę na bezpieczniejszą dla siebie – i zasypać Surmenię oszczerstwami za pośrednictwem reżimowej gazety – “Habari”. W związku z tym Wojskowa Agencja Prasowa zdecydowała się opublikować dementi – pierwsze i zarazem jedyne, jeżeli chodzi o ten konflikt.

Oficjalne dementi

Wojskowa Agencja Prasowa pragnie zdementować, jakoby “reportaż” opublikowany przez reżimowy samundyjski “Habari” miał cokolwiek wspólnego z rzeczywistością na wyspach Simitu. Poruszanie się po wyspie nie jest ograniczone. Od czasu objęcia wysp ochroną nie doszło do żadnego incydentu, który wymagałby otwarcia ognia. Większość mieszkańców wyspy zamieszkuje w dobrych warunkach, jeszcze od czasu istnienia Unii Kontynentu Wschodniego. O tym, że redakcja Habari jest świadoma oszczerczego charakteru artykułu najlepiej świadczy fakt zablokowania możliwości jego komentowania.

Wojskowa Agencja Prasowa wyraża współczucie wobec dziennikarzy Habari, którzy, w związku z fatalnym stanem praw człowieka i obywatela w Samundzie, jak i godnej pożałowania sytuacji gospodarczej mają bogaty zbiór traumatycznych doswiadczeń, który ze względu na odgórne polecenia są zmuszeni przenosić na inne państwa.

W odpowiedzi na buńczuczne zapowiedzi Zjednoczonego Królestwa Samundy, które zapowiedziały “wyprawę łupieżczą”, władze Demokracji Surmeńskiej – Eklezja oraz Archont – zadecydowały o wysłaniu sił interwencyjnych na terytorium wysp Simitu. Zezwolenie na interwencję jedynie o kilka minut poprzedziło rozpoczęcie operacji.

17 czerwca, o godzinie 22:07, z lotnisk wojskowych w północnej Opradii wystartowały samoloty transportowe, których zadaniem było przerzucenie 2 Samodzielnego Pułku Spadochronowego na wyspę Simitu. Jednocześnie rozpoczął się załadunek IV Dywizji Górskiej na okręty transportowe.

W tym samym czasie okręty z Eskadry Ekspedycyjnej Obrony Morskiej, od kilku dni działające na wodach międzynarodowych w rejonie zagrożonym, skierowały się ku wyspom. Myśliwce z lekkich lotniskowców OOM “Tomasz Dura”, OOM “Drażan Józef” oraz OOM “Siczyn” rozpoczęły już misję osłony lotniczej oraz patrolowanie wód po północnej stronie wysp.

Pół godziny przed północą siły 2 SPS rozpoczęły desant nad główną wyspą Simitu. Naturalnym było, że nie napotkali żadnego oporu. Po zakończeniu desantu spadochroniarze przystąpili do organizacji obrony wyspy – pierwszym działaniem była organizacja lotnisk polowych, na których ok. godziny 11 rano mogły już lądować samoloty transportowe, wiozące sprzęt, zaopatrzenie, żołnierzy XIII Pułku Kawalerii Powietrznej oraz pracowników cywilnych, zakontraktowanych na prace nad urządzeniami obronnymi.

Obecnie już na obu wyspach (północna, niezamieszkała wyspa została obsadzona przez jeden z batalionów wspomnianego XIII Pułku Kawalerii Powietrznej 18 czerwca, ok. godziny 17:45) wre praca, której celem jest jak najlepsze przygotowanie do obrony wyspy. Powstają obozy wojskowe, okopy, rozmieszczane są przenośne systemy radarowe i obrony przeciwlotniczej. Trwa “rozpinanie parasola” nad wyspą – docelowo ma zostać ona objęta osłoną zintegrowanego systemu przeciwrakietowego Hoplon II – obecnie jest chroniona przez jego elementy zainstalowane na okrętach wokół wyspy. Siły Surmeńskie wykorzystały również okazję, aby nieść pomoc mieszkańcom Simitu – przygotowane już szpitale polowe zostały póki co otwarte dla cywilów, potrzebującym udostępniono także wojskowe stołówki. Ludność cywilna została ewakuowana z wybrzeży szczególnie narażonych na lądowanie.

Najprawdopodobniej jutro na wyspę dotrą idące “pełną parą” okręty transportowe, wiozące IV Dywizję Górską, które po zakończeniu załadunku, wczoraj, o godz. 3 w nocy wypłynęły z portu w Kaharonei. Są one cały czas osłaniane przez cztery niszczyciele i korwetę wydzielone z Eskadry Defensywnej OM. Również jutro, choć już w godzinach wczesnoporannych na wyspę przerzucone zostaną dywizjony myśliwskie przeznaczone do obrony powietrznej wyspy.

Podsumowując – Surmeńskie Siły Obronne rozpoczęły na pełną skalę operację “Spokojne Wody”. Głównym jej celem jest odstraszenie i powstrzymanie najazdu samundyjskiego. Czy dojdzie do faktycznych działań zbrojnych i wymiany ognia? Zobaczymy.

“Legenda o patriotyzmie” – film promocyjny Surmeńskich Sił Obronnych, z akompaniamentem zespołu Fotia, wykonującego utwór “Legenda o Hokutach”. Wszystkich zapraszamy do obejrzenia.

Z racji ograniczeń, jakie nakłada na siły surmeńskie status operacji “Przełom Skawy”, Surmeńskie Siły Obronne muszą starać się wykonywać swoje działania przy minimalnych siłach (maksymalnie 700 żołnierzy jednocześnie poza terytorium Surmenii). Na szczęście ograniczenie nie mówi nic o zaangażowaniu środków – w związku z czym aktualnie większość walk na terytorium Tauchiry toczone są przez wspierane i wyposażane przez Surmenię lokalne siły partyzanckie.

Przekazywanie pomocy humanitarnej.

Ostatnio wsparcie Surmeńskie nie ogranicza się do przerzucenia zaopatrzenia i uzbrojenia na stronę Kipryjską. Jednocześnie od kwietnia w drugą stronę ewakuowani są liczni cywile – zarówno ranni i chorzy, rodziny partyzantów jak i inni, dotąd niezaangażowani, którzy uciekają przed katastrofą humanitarną. – Z początkowych kilkuset, liczba uchodźców sięgnęła już kilku tysięcy, a nowi nadal napływają - mówi Demetrios Janisosigos, odpowiedzialny za pomoc humanitarną niesioną uchodźcom – Staramy się, aby czas spędzony w obozach nie skutkował utratą inicjatywy i nadziei. Organizujemy stałe nauczanie oraz kursy umiejętności, ułatwiamy zdobycie zatrudnienia oraz przeniesienie się do bardziej stałych miejsc zamieszkania. Obecnie ok. tysiąca uchodźców mieszka już w zwykłych domach i mieszkaniach i utrzymuje się samemu. Wszyscy jednak mają nadzieję, że jest to sytuacja tymczasowa i będą mogli wrócić do ojczyzny.

Partyzanci w Vaca, Tauchira

Nie wszyscy są jednak zainteresowani zwykłą pracą. Około pięciuset Tauchirów, zarówno kobiet jak i mężczyzn przeszło już szkolenie organizowane przez Surmeńskie Siły Obronne, po czym zostało przerzucone z powrotem do ojczyzny. Ich umiejętności, zdobyte w surmeńskich ośrodkach treningowych, zaowocowały znacznym wzmocnieniem zorganizowania oddziałów partyzanckich. Skupiają się one na ochronie ludności przed represjami okupantów, a także na lokalnym wsparciu operacji oddziałów surmeńskich.

Kiprowie są dla nas takimi samymi okupantami, jakimi byli dla Skawlandii - mówi podporucznik Jobst z Tauchirskiej Armi Wyzwolenia - To zbrodniczy bandyci, którzy swoją ideologią wykrwawiają naszą ziemię. Natania zafundowała nam ich rządy, a następnie nas porzuciła, teraz jedynym sojusznikiem na jakiego możemy liczyć jest Surmenia.

Myśliwce obrony powietrznej wracają z patrolu.

Po znacznych stratach, jakie poniósł reżim kipryjski podczas ostatniego zmasowanego uderzenia powietrznego, walki w rejonie Tauchiry straciły na sile. Dominacja Surmenii w powietrzu nie przesądza jednak o wyniku wojny – górzyste tereny sprawiają, że precyzyjne uderzenia są trudne i zwiększają skuteczność nawet prostej broni przeciwlotniczej.

Mimo to, Obrona Powietrzna SSO nie ustaje w wysiłkach, aby zapewnić osłonę tauchirskim partyzantom. Drogą powietrzną przerzucane jest zaopatrzenie dla nich, a w drugą stronę – ranni i cywilni uchodźcy, głównie dzieci.

Po ostatnich porażkach, Kiprowie zdecydowali się wycofać swoje główne siły z rejonów przygranicznych, przynajmniej na odległość ostrzału artyleryjskiego. Dowództwo kipryjskie wie, że bez zezwolenia Eklezji, w ramach operacji antyterrorystycznej poza granicami państwa może działać zaledwie 700 żołnierzy. To o wiele za mało, żeby pozwolić sobie na zdecydowaną operację na szerszą skalę – nawet jeżeli limit ten nie obejmuje załóg samolotów.

Jak dziś ujawnił podczas konferencji prasowej rzecznik Surmeńskich Sił Obronnych, oddział elitarnych komandosów uderzył w środę na zidentyfikowany wcześniej niewielki kompleks, obejmujący przekaźniki komunikacyjne oraz prymitywny system radarowy wczesnego ostrzegania. Bez strat własnych udało się go zinfiltrować, zająć, przeszukać, a następnie zniszczyć, zabierając ze sobą liczne informacje.

- Ataki takie jak ten wykazują słabość militarną Kiprów.  Pomimo znaczących ograniczeń, jakie nakładają na nas wewnętrzne regulacje prawne, Surmeńskie Siły Obronne nie planują przerwania działań zbrojnych przeciwko reżimowi kipryjskiemu, który okupuje Tauchirę. – powiedział rzecznik.

Materiały o charakterze prasowym nie stanowią oficjalnego stanowiska SSO czy Demokracji Surmeńskiej.

Twitter Updates

  • IV Archont, a obecnie jeszcze Archont-elekt, określił cel swojej pierwszej podróży zagranicznej. Będzie to wizyta... fb.me/1Qnqgebo8 3 days ago
  • Surmeńczycy wybrali IV Archonta. Został nim Aleksandros Patrikjosigos. 5 days ago
  • Trwają wybory na IV Archonta Demokracji Surmeńskiej. Wczoraj o 20:20 wg CKW frekwencja wynosiła 61,5%, a głosowanie trwa jeszcze w sobotę. 6 days ago

Archiwa

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.